Kaja & Marta (Intimacy Duo): Nasza obecność to standard troski

Jakbyście miały wyjaśnić kim jest koordynator scen intymnych, to co byście powiedziały?

Koordynator scen intymnych to taki reżyser od granic. Projektujemy bezpieczną i świadomą choreografię intymności na ekranie i nie chodzi tylko o sceny łóżkowe – pracujemy przy każdej scenie, w której pojawia się nagość, zbliżenie, pocałunek, a nawet spojrzenie z ładunkiem erotycznym. Tworzymy przestrzeń, w której aktorzy mogą wejść w trudne emocje, ale nie muszą wnosić w to własnej prywatności.

W którym momencie zaczyna się Wasza praca?

Jak najwcześniej – idealnie już na etapie czytania scenariusza. Pracujemy z aktorami nad granicami, komfortem, ale też z ich aktorskimi potrzebami: jaką historię chcą opowiedzieć ich bohaterowie, co jest dla nich emocjonalnie trudne, a co może dać im satysfakcję twórczą. Czasem pomagamy oswoić się z ciałem jako “narzędziem”, czasem z emocjami, które ono niesie.

Domyślam się, że częściej pomagacie aktorkom niż aktorom?

Zdecydowanie tak – kobiety częściej proszą o wsparcie. Ale nie dlatego, że mężczyźni go nie potrzebują – raczej dlatego, że nadal funkcjonuje mit „twardego aktora”, który „da sobie radę”. A przecież oni też mają wstyd, granice, niepewność. Na szczęście to się zmienia i coraz więcej aktorów mówi „Hej, to dla mnie ważne, potrzebuję wsparcia”.

A co z tymi, którzy podchodzą do Waszej pracy z dystansem albo kpiną?

Znamy to. Często słyszymy: „przecież to się zawsze grało”, „scena jak każda inna”. Ale świat się zmienia – i dobrze. Ciało to też nośnik doświadczeń, emocji, traumy. Nie jesteśmy tu, by coś zabierać – jesteśmy po to, by umożliwić pełniejszą, bardziej świadomą grę. Szanujemy opór tych bardziej sceptycznych i nie tracimy energii na przekonywanie ich siłą, raczej pokazujemy naszą skuteczność działaniami.

W młodszym pokoleniu mam nadzieję, że jednak otwartość na współpracę rośnie?

Tak! Młodsze pokolenie często wręcz domaga się obecności koordynatora. Ale to nie znaczy, że starsi nie są otwarci. Mamy też piękne doświadczenia pracy z dojrzałymi artystami, którzy mówią: „Dlaczego dopiero teraz ktoś się o to zatroszczył?”. Coraz więcej reżyserów i producentów widzi, że to inwestycja w jakość, a nie fanaberia.

Właśnie! Jaka jest Wasza relacja z reżyserami czy reżyserkami?

To przede wszystkim partnerstwo i wzajemność. Wspólnie chcemy opowiedzieć historię w sposób świadomy, bezpieczny i ciekawy. Jesteśmy pomostem między wizją artystyczną a granicami ciał i emocji. Nie stajemy „pomiędzy” reżyserem a aktorem – jesteśmy z boku, by wzmocnić proces.

Co zatem byście powiedziały reżyserom, którzy boją się, że Wasza obecność coś im zabierze?

Powiedziałybyśmy: „Hej, dzięki nam możecie więcej – precyzyjniej, odważniej i bezpieczniej. A jeśli coś „przeszkadza” to może właśnie warto przyjrzeć się temu, czemu to przeszkadza? Nie jesteśmy strażniczkami moralności ani cenzurą. Jesteśmy Waszym wsparciem.”

Wasza obecność na planie powinna być czymś naturalnym?

Absolutnie tak. Tak jak kaskader jest od upadków, tak koordynator powinien być od poczucia bezpieczeństwa w bliskości, niezależnie od tego, czy aktor wyraźnie prosi o wsparcie (czasem nawet nie wie, że może). Nasza obecność to nie przymus – to standard troski.

Co w Waszej pracy stanowi wyzwanie?

Umiejętność wyczucia, kiedy trzeba być niewidoczną, a kiedy stanowczą. Nieprzewidywalność emocji. Pogodzenie potrzeb aktorów, reżyserów i produkcji – jak choreografia w trzech wymiarach: emocji, wizji i logistyki.

Co Was zaskakuje?

To, jak bardzo ta praca potrafi być wzruszająca. Jak wiele ludzi dziękuje po scenie, bo poczuli się zobaczeni. Albo momenty, gdy ktoś mówi: „Pierwszy raz mogłem zagrać intymność, nie przekraczając siebie”.

Co daje poczucie sensu?

Kiedy słyszymy od aktorów i aktorek: „Było mi trudno, ale po raz pierwszy doświadczyłem, że granie tych scen może być tak ciekawe.” Albo kiedy reżyser po raz pierwszy widzi, że scena z choreografią nie traci mocy – a wręcz zyskuje – jest odważniejsza.

Domyślam się, że reżyser z kursem nie zastąpi koordynatora?

To trochę jakby powiedzieć: zrobiłam kurs pierwszej pomocy, więc nie potrzebuję ratownika na basenie. Kurs super – buduje świadomość. Ale koordynator to osobna rola. Jesteśmy po to, by zdjąć z reżysera część odpowiedzialności, nie ją zabrać. I… umówmy się: kiedy na planie pojawia się scena z seksem, zamiast improwizować, lepiej mieć kogoś, kto zna się na rzeczy.

Rozmawiała: Ola Grądzka
Fotografowała: Anna Standerska