Dwudziestego drugiego sierpnia premiera “Schedy” dla HBO. Jakie emocje towarzyszą Ci na kilka dni przed emisją pierwszego odcinka?
Nie ukrywam, że strasznie się cieszę! Podekscytowana czekam na efekt końcowy, jestem ciekawa, jak finalnie poskładała się cała historia, jak wygląda z perspektywy innych postaci. To bardzo satysfakcjonujące, kiedy wszystkie sceny składają się w spójną całość.
Rolę w serialu dostałaś jako studentka drugiego roku studiów aktorskich w Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie. Opowiesz jak wyglądał casting?
To był dość zwariowany proces. Selftape, rutynowo, nagraliśmy z moim kolegą ze szkoły, ale już wtedy scena bardzo mi się podobała. (Pozdrawiam Błażeja i dziękuję raz jeszcze.) Po paru tygodniach zostałam zaproszona na zdjęcia próbne do Warszawy i tam zrobiłam tę samą scenę, ale już z Bartkiem Gelnerem. On chyba miał wtedy urodziny, więc atmosferę wspominam bardzo miło. Super się dogadywaliśmy, z castingu byłam zadowolona, a odpowiedź dostałam parę tygodni później, po majówce. I wtedy zaczęła się jazda, kombinowanie jak to wszystko połączyć ze szkołą.
“Scheda” to Twój pierwszy plan. Jak się czułaś podczas kręcenia zdjęć?
Gigantycznie się stresowałam. Z takimi nazwiskami dookoła chyba nie dałoby rady inaczej. Jednak z racji tego, że moje pierwsze dni zdjęciowe, to były najtrudniejsze sceny Mai w całym projekcie, musiałam szybko się ogarnąć i zapomnieć o stresie. Ponadto stworzone miałam naprawdę komfortowe warunki, wszyscy byli bardzo wyrozumiali i pomocni.
Na ekranie partnerowałaś świetnym aktorom, jednym z najlepszych w kraju.
To była wielka lekcja aktorstwa przed kamerą. W szkole jakby nie było skupiamy się na graniu teatralnym, więc można powiedzieć, że uczyłam się wszystkiego trochę od nowa. I bardzo dużo “tipów” wyciągnęłam po prostu podglądając, jak do sceny podchodzą Magda Popławska albo Bartek Gelner.
Właśnie, czego nauczyłaś się od Magdy Popławskiej?
Magda zaskoczyła mnie przede wszystkim ogromną gotowością, potrafiła zalogować się w scenę, w emocje w ciągu sekundy. I to naprawdę tak od 0 do 100%. Ona cały czas, w przerwach oraz podczas dojazdów, robi coś na drutach – wydaje się raczej spokojna. Ale podczas scen odpala jakiś szalony motorek. To mi imponuje, chciałabym tak umieć.
Zdjęcia do serialu kręciliście na Półwyspie. Fajna przygoda?
No pewnie, to był wspaniały czas. Na Helu, bez przerw, spędziłam prawie cały miesiąc więc poczułam się tam prawie jak lokalni, poznałam panującego tam ducha! Mogłam rzeczywiście skupić się na zadaniu i jestem ogromnie wdzięczna za taką możliwość, szczególnie przy debiucie.
Skąd w ogóle pomysł na aktorstwo?
Zawsze lubiłam robić rzeczy twórcze. Jako dziewczynka pisałam dużo własnych historyjek, potem ze znajomymi kręciliśmy jakieś filmiki. Odkąd pamiętam lubiłam też muzykę. Generalnie jakikolwiek kreatywny proces zawsze mnie kręcił. Moi rodzice również mają w sobie artystyczny pierwiastek, więc pomysł na ten zawód, z tyłu głowy, miałam chyba całe życie. Aktorstwo wydawało mi się taką oczywistą drogą na początek.
Jest coś konkretnego, o czym marzysz w związku z aktorstwem?
Te zawodowe marzenia cały czas mi się zmieniają. Ostatnio ciągnie mnie do czegoś bardziej teatralnego. Albo muzycznego… Przede wszystkim jednak chciałabym grać.
Czego dziś mogę Tobie życzyć?
O, jakie miłe pytanie. Nie wiem, ale dziękuję i nawzajem!
Powodzenia zatem!
Rozmawiała: Ola Grądzka
Fotografowała: Hania Szurgot

