Czym jest dla Ciebie spokój?
Ja w ogóle jestem niespokojna. Mam tysiąc myśli na jedną sekundę. Wymyślam. Kiedy jestem na wakacjach, trudno jest mi się skupić chociażby na czytaniu książki. Bardzo szybko się nudzę. Jestem gorąca. Mam takie stany, że aż mi się serce rwie. Doskonale rozumiem jak to jest się wzruszać i na jak głębokim przeżywaniu wszystkiego polega wrażliwość. Jestem też szybka. W związku z tym sama siebie nauczyłam wyciszać. Moje emocje zawsze były rozszalałe, ale jakiś czas temu opanowałam sztukę porozumiewania się z nimi i kontrolowania ich. Teraz kiedy coś mnie niesie w szalonym emocjonalnym stanie, a nie jest to rola, zawsze wtedy powtarzam zdanie „Rozum ponad emocje”.
Pomaga?
Tyle się teraz mówi o ludziach, którzy nie spotykają się z emocjami, a ja jestem osobą skrajnie inną – nademocjonalną i nadwrażliwą. To zdanie przynosi mi poczucie bezpieczeństwa. Wtedy wyciszam się, dystansuję i zaczynam widzieć rzeczywistość inaczej. Czasem emocje wkraczają na takie obroty, że mogą rozerwać. To męczące. Kiedy nad nimi panuję, mam spokojną duszę. Moim spokojem, jestem ja.
Czym można Cię wyprowadzić z równowagi?
Wszystkim. Łukasz mówi, że jestem piorun kulisty na szpilkach. Ale dodam, że tylko w sytuacji niebezpiecznej. Jeśli pod stopami czuję grunt akceptacji, wtedy nie jestem tajfunem. Zaznaczę, że nigdy nie robię awantur, załatwiam sprawy inaczej. Sytuacje, w których jest mnóstwo emocji to zazwyczaj dni przed premierą teatralną. Aktorzy są wtedy jak te konie wyścigowe i płochliwe i bardzo czujne, zwinne i szybkie. Bo cała rzecz właśnie na tym polega, żeby szybko reagować. Najpierw się czyta, słucha, rozmyśla, a potem trzeba to z siebie wyrzucić i stać się tylko tym, co naokoło.
Najbardziej pożądany w aktorstwie stan.
Ci najwięksi artyści, na planach zdjęciowych, przed ujęciem, potrafią wyzbyć się siebie, wszystkich swoich przekonań. Potrafią tylko odczuwać, być tu i teraz, podążać za strumieniem. Ja w ogóle wierzę, że my wszyscy w metafizycznym ujęciu jesteśmy jednością, odbijamy się od siebie energetycznie. Że cały wszechświat opiera się na zasadzie projekcji naszej rzeczywistości.
O tym też jest w „Próbie łuku”.
Myśl jest tym, co tworzy się w bogach greckich. Kiedy postępujemy jako mądre kobiety, czyli dokonujemy szczerych, uczciwych wyborów, nie kalkulujemy, wystawiamy się tym samym na odwagę, stajemy się Ateną, wtedy zstępuje greckie bóstwo. Stajemy się tą myślą. Im więcej ludzi powie dobre słowo, tym bardziej jako społeczeństwo będziemy wznosili się ku górze i ta energia również będzie rosła. To moja filozofia.
Lepiej jest się do kogoś uśmiechnąć niż go okrzyczeć.
I choć z równowagi wyprowadza mnie naprawdę wiele rzeczy, to staram się dawać ludziom czułość, miłość i wolność do popełnienia błędu. Nie akceptuję tylko sytuacji, w której ktoś jako oszust używając manipulatorskich metod, wykorzystuje innych, żeby osiągnąć swoje własne korzyści, by osiągnąć cel dla siebie tylko dobry.
Zdarza Ci się przeklinać?
Tak, i nie jest to powód do chluby, bo przekleństwo niesie złą energię, ale myślę, że zawiera w sobie wyrzut różnych skumulowanych wcześniej emocji. Podobno Beata Tyszkiewicz bardzo dużo przeklinała.
Tak. Mówiła, że każda dama pije, pali i przeklina.
Ale najpierw kobieta tą damą musi być. Czyli powinna znać zasady, by wiedzieć jak je później złamać.
Masz swoje ulubione słowa?
Niesamowite, że mnie o to pytasz! Uwielbiam słowo magenta, czyli kolor z pogranicza ciemnego różu. Moje ukochane owoce to maliny. Ich konsystencja, smak, to, że mają w sobie maleńkie pestki i ten kolor niczym magenta sprawiają, że za nimi szaleję. Bardzo lubię słowo słońce, po włosku „sole”, ma w sobie przestrzeń. Pięknie brzmi szafir, który jest kamieniem wyjątkowym. Kiedy stoi przede mną jakieś wyzwanie, premiera czy seria wywiadów, lubię kupić sobie coś, co później nazywam talizmanem i wierzę, że daje mi siłę. Kroki swe kieruję wtedy zazwyczaj ku biżuterii. Patrzę na te wszystkie kamienie i myślę, którego w danym momencie mój organizm potrzebuje. Ostatnio podpowiedział mi, żeby wziąć cytryn, który odpowiada za kreatywność i błyskotliwość. Ale moją uwagę zwrócił również szafir. Kupiłam go więc i zaczęłam czytać dlaczego mnie przywołał. Okazało się, że to niezwykle duchowy kamień, którego moc objawia się w momencie, kiedy go nosisz. Jeśli ofiarujesz światu dobrą wibrację, szafir odpłaca ci wsparciem, daje siłę i energię, ale niszczy cię, gdy dopuszczasz się rzeczy złych.
Mądry kamień.
Bardzo mądry.
W czym znajdujesz ukojenie?
W utuleniu i bliskości mojej rodziny. A jeżeli nikogo z nich nie mam w zasięgu ręki, bardzo często włączam muzykę. Kiedy byłam w ciąży, a tę miałam bardzo trudną: najpierw u Mariusza Grzegorzka, w roli głównej, zrobiłam spektakl, który choć był niesamowicie fascynujący, to wymagał olbrzymiej emocjonalności i intensywnego skierowania się ku temu, następnie zmarła moja babcia, a chwilę później chorować zaczął mój tata, wtedy zaczęłam szukać ukojenia w muzyce. Byłam młoda, nie miałam dość siły, by to wszystko w sobie połączyć, a tym co niesamowicie mnie, jak również Polę uspokajało, były śpiewy delfinów. Dziś, bardzo często włączam różnorodne mantry, które w pewien sposób, za mnie tę robotę robią.
Uspakajają wibracyjnie.
Zdarza się, że razem z córką, do snu, słuchamy wibracji serca. Ta odpowiednia koherencja fal, niesamowicie wszystko harmonizuje. Momentem, który mnie wycisza jest sen. Kojący wpływ ma również ciepła herbata.
Zdarza Ci się śpiewać?
Tak.
Skąd ten śpiew pochodzi?
Z serca. Uruchamia wszystkie emocje, jest oczyszczeniem, ulgą, wyzwoleniem. Zauważyłam, że jeśli wewnątrz siebie, wszystko mam pootwierane i nic mnie w gardle nie trzyma, to wtedy śpiew ten płynie jak strumień, ale jeżeli są rzeczy, które mnie od środka blokują, to w czakrze gardła śpiew ten również grzęźnie.
Znasz włoskie przeboje?
Bardzo lubię Ritę Pavonę. Uwielbiam Raffaellę Carrę, która w „Wielkim pięknie” Sorrentino ma swój wykon. Kocham Damiano Davida czyli tego młodego wokalistę, który wcześniej występował z Maneskin, a teraz robi swoją muzykę. Włoskie piosenki kocham za ich kiczowatość. Każda z nich jest o słońcu, o plaży, o całowaniu. Opowiadają historie o robieniu kawy, wylegiwaniu się w sypialni czy spacerze brzegiem morza, który pozwala poczuć smak soli. Uwalniają lekkość, mówią o rzeczach zwykłych, w których przecież zawiera się cała esencja życia.
I najprostsza z prawd.
Którą bardzo lubimy komplikować.
Czytasz wiersze?
To bardzo dobre pytanie. Czytałam. Kiedy byłam młoda ceniłam Szymborską i Gałczyńskiego. Lubiłam też Mirona Białoszewskiego, który jest odjechańcem, ale fascynował mnie w tym swoim łobuzerstwie. Bukowski chociaż jest strasznym wariatem niesamowicie mnie inspiruje. W ogóle tęsknię do tego, żeby sztuka przestała być konformistyczna, a zaczęła być bardziej niepokorną. Mocno wierzę, że jeśli taką właśnie będzie, to tym samym przyzwolimy innym ludziom, żeby zachowywali się na swoich zasadach, żeby byli odważni. Wiesz, ja kiedy mam scenariusz to zawsze tworzę na nim kolaż.
Inni zazwyczaj na swoich mają jakieś zapiski.
A ja mam kolaż. Przeglądam gazety, magazyny, czasopisma, patrzę co do mnie wizualnie trafia, nie zastanawiam się nad tym długo, wycinam intuicyjnie podążając za skojarzeniami. Moje scenariusze zawsze są jak mozaiki.
Skąd ten pomysł?
To pochodzi z czasów dzieciństwa. Jako dziewczynie totalnie pozbawionej talentu do malowania, łączenie takich właśnie kompozycji dawało przestrzeń. Bardzo lubię, nieżyjącego już niestety, Jana Dziaczkowskiego, który jako młody twórca tworzył zestawienia na zasadzie przeciwieństw. Często ten pierwszy komunikat wysyłany do odbiorców jest mylny, coś co wpierw zdaje się do siebie zupełnie nie pasować, okazuje się jednak, że było dla siebie stworzonym. Dlatego kiedy jestem w procesie tworzenia postaci to staram się, żeby były różnorodnością. Niech drażnią, niech będą kolorowe i niepasujące, oby tylko nie stały się jednoznaczne.
Lubisz zdrobienia?
Lubię, ale nigdy nie używam ich na co dzień. Zarezerwowane są tylko i wyłącznie dla osób mi najbliższych i przyjaciół. Jest to wyraz mojej do nich miłości i czułości. Są intymnością.
Smak lata?
To najpiękniejszy smak na świecie. Kocham słońce, wysokie temperatury. Lato jest dzikie i ciepłe. Kojarzę je z wolnością.
Jesz lody?
Uwielbiam te włoskie. Pistacjowe i tiramisu. Ale kocham też klasyczny Magnum. Opowiem Ci jedną z najpiękniejszych rzeczy, która przydarzyła mi się rok temu we Włoszech i o której marzę, by móc doświadczyć raz jeszcze – tym razem w większym gronie, rodziny oraz zaproszonych przyjaciół. Monte Argentario – to miejsce oddalone około godzinę drogi od stolicy Italii, gdzie Rzymianie przyjeżdżają do swoich rezydencji. Ale, żeby dostać się na najpiękniejsze plaże, trzeba popłynąć gommone, czyli najprostszą, zrobioną z gumy, włoską łódką motorową, którą można prowadzić nie mając patentu. I kiedy już się tam dotrze, łódkę cumuję się w zatoczce, a samemu pływa się w morzu lub zażywa kąpieli słonecznych. I właśnie będąc tam zeszłego lata, w pewnym momencie, na pięknej drewnianej łódce wyposażonej w bar przypłynął do nas rodowity Włoch. Pamiętam jego uśmiech. Oferował espresso lub macchiato i lody Magnum na patyku. Ja jednego, w tym wyjątkowym otoczeniu, zjadłam. Teraz, smak ten jest wspomnieniem przyjemności i szczęścia tamtej właśnie chwili. Wyobrażasz sobie, że ktoś na środku zatoki serwuje ci espresso? Kocham Włochów za to, że tak właśnie potrafią cieszyć się drobnostkami, że celebrują momenty, robią sobie te małe przyjemności, stwarzając świat dookoła siebie piękniejszym i tym samym dbają o niego.
Czym pachnie Twoja radość?
Kojarzy mi się z moją pierwszą wolnością, moim pierwszym obozem we Włoszech.
Tym, o którym nie wiedział Tata.
Tak. I zapach ten zostanie ze mną już zawsze. To Nivea Soft krem. Kolejny zapach wolności źródła swe czerpie w żywieckich schyłkach jesieni, gdzie palono łąki. Wyjątkowym jest też zapach włoskiego ogrodu oliwnego w listopadzie, który jest wówczas obłędnie zielony. Cała natura dopiero wtedy, po suszy gorącego lata, dostaje powera i zapach traw po burzy jest dla mnie radością.
Nosił Cię kiedyś ktoś na rękach?
Jestem szczęściarą, bo cały czas mi się to zdarza.
Lubisz być rozpieszczana?
Bardzo. Przyzwalam sobie na to. Ale wyznaję zasadę, że jeżeli chcesz, aby ktoś dbał o Ciebie, Ty pierwszy zacznij dbać o niego. Wtedy właśnie zadzieją się cuda, wtedy właśnie ta osoba nosić Cię będzie na rękach, ale najpierw trzeba na tę właściwą osobę trafić.
Lubisz płeć przeciwną?
Uważam, że są wspaniali.
Jaki zatem musi być mężczyzna, byś zwróciła na niego uwagę?
Inteligentny. Powinien mieć osobowość. Ale jestem teraz w związku, który całkowicie mnie wypełniając sprawia, że kompletnie nie zwracam na innych uwagi. To się dzieje, choć nigdy nie sądziłam, że tak będzie. Co nie zmienia faktu, że lubię przebywać z mężczyznami, są fajni, ciekawi. Często na planach zdjęciowych lub w teatrze pracuję z kolegami, którzy potrafią szanować swoje koleżanki, którzy o mnie dbają.
O tym mówiłyśmy wcześniej.
Tak, przyciągamy energię, której źródłem są nasze wybory, a nie decyzje od nas niezależne.

