Wierzysz w siostrzeństwo?
Wierzę w moje przyjaciółki. Są dla mnie najlepszą tabletką psychotropową. Sposób w jaki z nimi rozmawiam, to jak one potrafią ze mną przegadać różne sprawy, czas z nimi spędzony – jest nie do zastąpienia przez żadną formę terapii. Wierzę w magię działania najbliższego otoczenia. Wierzę w kobiety, w Polki. Uważam nas za istoty wspaniałe, noszące w sobie dużo niezwykłej, zakorzenionej od pokoleń, siły. Odkąd urodziłam Polę w obecności kobiet czuję się wyjątkowo dobrze. Mężczyźni są inni. Nigdy nie osiągną z nami porozumienia takiego, jakie my wypracować możemy między sobą nawzajem. Nie umiem natomiast ocenić, na ile siostrzeństwo niesione hasłami na sztandarach jest potrzebne, a na ile prawdziwe. Wierzę w siłę moich przyjaciółek.
Jesteś duszą towarzystwa?
Mam grono osób wybranych, z którymi dobrze się czuję, z którymi się rozwijam i idę przez życie. Gdy coś zawalam, spieszę się, nie nadążam, moje cudowne przyjaciółki, gdy je o to poproszę, zawsze mnie poratują. A dlaczego? Bo ja też za nie coś zrobię. To nieustanna wymiana. To wzajemna o siebie troska, uważność. A gdy nawalę, umiem przeprosić.
To piękna cecha.
Przeprosiny są szczerością, niosą wyrównanie energetyczne.
Podziwiasz inne kobiety?
Tak, zachwycam się tym jak wyglądają, jakie mają cechy charakteru, przyglądam się im, obserwuję, patrzę. Spójrz, tam siedzi pięknie ubrana Pani. Całość jest dopasowana, przemyślana i cieszę się, że my kobiety potrafimy tak swoją zewnętrzność stwarzać i z czułością o nią dbać.
Umiesz dawać komplementy?
Rozdaję ich całe mnóstwo.
A przyjmować?
W Polsce, pamięcią pokoleniową kobiety sobie przyzwolenia na komplementy nie dawały. Od lat istnieje przekonanie, że my na wszystko musimy zasłużyć, a na przykład Włoszki, pochlebstwa zarówno dawać jak i przyjmować uwielbiają. Ostatnio, będąc ze spektaklami w Nowym Jorku, kiedy przechodziłam ulicami miasta, od innych kobiet słyszałam mnóstwo dobrych, kierowanych w moją stronę, słów. To mnie niosło i motywowało, by te miłe rzeczy mówić dalej. Ale kiedy byłam młodsza również nie umiałam przyjmować komplementów. Też się wtedy mieszałam. Wykonałam kawał pracy, żeby zacząć samą siebie doceniać. Odtąd doświadczając połączenia z własnym ja, przepuszczam przez swoje wnętrze to, co inni mi ofiarują. Wtedy te komplementy przychodzą, bo dlaczego, powiedz mi Ola, ich nie przyjąć?
Twoje kobiece autorytety?
Jessica Lange, Faya Dunaway, Claudia Cardinale, Patricia Arquette. To dla mnie aktorskie niezwykłe ikony. Fascynuje mnie, że potrafią uruchomić intuicję i w postaciach, które grają dzieje się dosłownie wszystko. A kobiet, które niezwykle mnie inspirują i które podziwiam jest wiele, ale nie są one popularne i publicznie znane. To psycholożki czy lekarki, jak chociażby moja przyjaciółka chirurg, profesor onkologii Agnieszka Kołacińska-Wow. O kobietach, którymi się zajmuje zawsze mówi „Panie Pacjentki”, okazując im przez to wielki szacunek. Ona jest jak elf. Połączona z nadprzyrodzonymi mocami, szalenie inteligentna i jednocześnie niezwykle wrażliwa. Ileż istnień ludzkich uratowała, ileż kolejnych żyć dała, i cały czas pozostaje w pasji pomagania. Podziwiam ją.
Czym jest dla Ciebie moda?
Zabawą, lekkością, przyjemnością, pięknem, wolnością, uciechą. Dobrą energię czerpię nawet z maleńkiej rzeczy.
Dbasz o siebie.
Ciało jest moim narzędziem pracy. Lubię się o nie troszczyć. Jednocześnie uważam, że dbanie o siebie jest komunikatem dla innych jako wyraz dla nich szacunku. Ale też oczywiście dotykiem troski i czułości do samej siebie.
Zaopiekowaniem się sobą.
Osiągnęłam wiek, w którym wiem, że warto o ciało dbać. Wszystko, co dla niego robię, traktuję jako przedłużenie swojego życia. Będąc dla niego dobra, właściwie się odżywiając, oczywiście w granicach zdrowego rozsądku, daję sobie czułość, sprawiam, że pozostaję w porozumieniu ze sobą, przyzwalam na przepływ energetyczny. Wiem, że ono mnie nie zawiedzie, odda to, co w nie zainwestowałam, będąc zdrowym. Stare przysłowie mówi: „W zdrowym ciele, zdrowy duch”. To niesamowicie mądre zdanie. Jeśli dziś poćwiczę, w przyszłości mój mózg sprawniej będzie funkcjonował i nie stanę się obciążeniem dla córki, co dla mnie bardzo ważne.
Dziś szpilki zamieniasz na płaskie buty czy na odwrót?
To zabawne, o co pytasz. Lubię chodzić w szpilkach. Kojarzą mi się z celebrowaniem życia. Dzisiaj akurat mam niski obcas. Wybrałam kompromis. To zależy, co mi w duszy gra, czy potrzebuję wygody, czy chce się czuć kobieco, dodać sobie elegancji. Dlaczego nie stwarzać życia wyjątkowym? Nadając dniom zupełnie inny wymiar, nosić szpilki, kupować sobie kwiaty, pozwalać na drobne przyjemności…
Mówi się, że dom jest tam, gdzie Twoje serce.
Zgadzam się. A moje serce bije tam, gdzie przebywam z rodziną. Kocham Warszawę, uwielbiam Włochy. Tworzy to dla mnie miks idealny. Z gorącej Italii, po pewnym czasie, lubię już wrócić do stolicy Polski.
Tęsknisz?
Czasami tak. Za teatrem, planem. Chociaż teraz czekają mnie dwa filmy za granicą właśnie. Urodziłam, wychowałam i rozwijałam się w Polsce, która mi te wszystkie możliwości dala, ale dom swój dzielę na dwa kraje. Wydaje mi się, że ja to wszystko sobie zaplanowałam, wypracowałam i zrobiłam. Samo nic się w życiu nie wydarza. Marzenia nie realizują się bez pracy. Trzeba brać sprawy w swoje ręce.
Zdarza Ci się wracać do Żywca?
Podobno konstelacja gwiazd, układ miejsca, daty, czasu, w którym się urodziliśmy, determinuje nas na całe życie. Podświadomie czuję, że noszę w sobie i wciąż czerpię niesamowitą siłę z gór płynącą. W tamte strony już nie wracam, mimo, iż z dzieciństwa wyciągnęłam bardzo wiele. Late ta kojarzą mi się z wyzwaniem, lekcją, czymś, co trzeba było przerobić. Okres dorastania był ciężki, naznaczony trudnem. Nie chciałabym już nigdy mieć znowu szesnastu lat. O wiele lepiej, we własnej skórze, czuję się tu i teraz.
Nie myślałaś, żeby wzorem Marty z „Próby łuku” wrócić?
I tam załatwić sprawy?
A są sprawy do załatwienia?
Teraz już chyba nie. Filmowa Marta najpierw uśmierca, grzebie, pali, a później idzie do wolności, mierząc się po drodze ze wszystkim innym. Końcem jej drogi, jest to, co daje najwięcej, czyli wybaczenie. I nie chodzi o darowanie win tej drugiej stronie. Wybaczenie daje ulgę samej sobie. Niektóre miejsca potrzebne są, by pewną rzeczywistość uruchomić i móc zmierzyć się ze sprawami. Natomiast wybaczenie w sercu niezwykłą ma moc.
Zawodowo czujesz się nasycona?
Powiedziałabym gotowa na kolejne wyzwania. Na Festiwalu „Nowe Horyzonty” we Wrocławiu premierowo pokazywano film „Reset”, gdzie zagrałam drugoplanową rolę. Za chwilę odbędzie się premiera spektaklu, gdzie gram z Szymonem Bobrowskim, który jest aktorem wspaniałym. Jest jak baletnica. Niezwykłą frajdą pracy jest grać u jego boku. Później mam zdjęcia we Włoszech. Jestem rozgrzana do tych wyzwań i niezwykle ciekawa jakże wielowymiarowych postaci, które do mnie przyszły. Chciałabym się z nimi połączyć.
Wciąż się aktorstwa uczysz?
Każda nowa rola to lekcja pokory. Kiedy wydaje mi się, że już coś umiem, że potrafię, to nowa rola pokazuje, że jednak nie wiem nic. Wszystko, co swoim doświadczeniem w tym zawodzie zbieram jest moim kapitałem, ale kiedy zaczynam budować postać, nie mogę mieć żadnych naleciałości. Nauczył mnie tego Janek Frycz, kiedy z nim debiutowałam. Wychodząc na plan zdjęciowy należy cały czas się dziwić, być ciekawym i nigdy nie myśleć o efekcie końcowym. Jeśli to robisz, możesz kończyć, tak naprawdę nawet nie zaczynając.
Zastanawiałaś się kiedyś czy wybrałaś dobry zawód?
Nie. Kocham być aktorką. Sprawia mi to mnóstwo radości, daje ogrom pięknych, niezwykłych chwil. Spotkałam tyle cudownych ludzi, tyle miałam przygód, tyle ciekawych wyzwań zaliczyłam. Czasem słyszę jak inni aktorzy mówią, że to trudny zawód. Przecież jest tyle innych profesji, żadna nikomu nie została dana na siłę. Można odejść, wymyślić coś nowego, zacząć od nowa. To uwalniające, odmładzające i niezwykle rozwijające. Wiek przecież nie jest ograniczeniem. A mój stosunek do aktorstwa wyraża się w przekonaniu, że jeśli chcę to robić, to nieustannie próbuję.
Masz poczucie, że zagrasz wszystko?
Każda rola zderza mnie z samą sobą. Odmawiam, gdy nie czuję postaci.
Co zrobić, żeby życia nie przeżyć byle jak?
Być odważnym. Herbert, który był postacią niezwykłą powiedział: „Bądź odważny. (…) w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy”. Jeśli chodzi o sztukę często mówi się, żeby ze względu na odbiorcę tworzyć rzeczy proste, a Herbert zawsze wierzył, że widz bądź czytelnik jest mądry i nawet jeśli nie jest erudytą, nie przeczytał stosów książek, to treść odczyta sercem. I jeżeli jako artysta, dodać możesz do swojej twórczości rzeczy, które twojego odbiorcę wzrastały będą ku górze, to rób to, bo sztuka powinna wznosić ludzi ku światłu, powinna ich rozwijać.
Czego od życia oczekujesz?
Ja nic od życia nie oczekuję. Mam marzenia, które chciałbym zrealizować i cały czas próbuję zamieniać je w czyn.
Swoim szczęściem dzielisz się z innymi czy chowasz je dla siebie?
O zawodowych projektach uważam, że mówić trzeba do wyczerpania tematu, tyle, ile się da. A intymność staram się zachować tylko dla siebie. Dom i rodzina są moją przestrzenią.
Jesteś przesądna?
Nigdy nie stawiam torebki na podłodze.
Dlaczego?
Żeby mi pieniądze nie uciekły.
Muszę zapamiętać!
Z tego samego powodu mam też czerwony portfel.
Wyobrażasz sobie świat bez miłości?
Miłość jest największą i najpiękniejszą energią. Nie istnieje nic silniejszego. Jeśli przestaniemy kochać, być czuli, nieść dobre słowo, to jako ludzkość zginiemy. „Gdybym mówił językami ludzi i Aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.”
Cytujesz Biblię. A kim, dla Ciebie, są Anioły?
To osoby, które pojawiają się w momencie, kiedy nie mamy już sił, by dalej iść. Które przychodzą, kiedy mamy kryzys, podają rękę, kiedy potrzebujemy pomocy. Niosą nas, żebyśmy przetrwali najgorszy moment i odzyskali naszą wewnętrzną siłę.
Rozmawiała: Ola Grądzka
Fotografował: Łukasz Bartyzel

