Czytasz horoskopy?
Nie.
Wierzysz w fatum?
Nie.
Ciężka praca drogą do celu?
Tak.
Gramy teraz w ping-ponga?
(śmiech)
Jaka jest Twoja Warszawa?
Kolażowa. Nieprzewidywalna i na maksa inspirująca.
Czym pachnie?
Wiosennym deszczem.
Jak smakuje?
Chłodnikiem, który teraz, latem, jem najczęściej.
Czym śmierdzi?
Raczej nie śmierdzi. Darzę to miasto bezkrytyczną miłością.
Norka, Korek, Linka – jesteście rodzeństwem. A rodzice?
Mój ojciec z wykształcenia jest architektem i chociaż pracował w zawodzie, to w latach dziewięćdziesiątych zakładał sporo różnych biznesów. Jego pasją było prowadzenie knajp i barów. A mama jest po historii sztuki. Była fotografką, z tym, że kiedy urodziła naszą trójkę, to poświęciła się rodzinie.
Te zdrobnienia są czymś wyjątkowym.
Wbrew pozorom są przypadkowe, nie były planowane. Moja najstarsza siostra to Eleonora – dość długie imię, a więc Norka, później ja Wiktor – Korek i Michalina – Linka.
Jak powiem dom, to co widzisz?
Sporo tych kadrów, dużo różnych rzeczy, mnóstwo staroci. Generalnie mam ciepłe skojarzenia z rodzinnym domem.
Miałeś spokojne dzieciństwo?
Bezpieczne. Z tym, że bezpieczeństwo do pewnego stopnia jest złudne, bo życie przecież wcale tak bezpiecznym nie jest.
Co masz na myśli?
Jest druga strona tego medalu. Nie masz w sobie czujności na to, co z zewnątrz. Nie nosisz żadnej tarczy ani zbroi. Ufasz.
Czym się bawił mały Korek?
W piłkę raczej nie kopałem. Głównie zajmowały mnie klocki Lego, figurki do malowania.
Mieszkałeś w bloku?
W kamienicy, w samym centrum miasta.
Byłeś maminsynkiem?
Jestem rodzynkiem więc o to nietrudno.
Tobie więcej wybaczano?
Każde z naszej trójki uważa, że miało gorzej od reszty. Ja, poczucia, żebym te fory posiadał nie mam, ale moje siostry uważają, że jest inaczej.
Stawałeś w ich obronie?
Mam nadzieję. Tak zostałem wychowany.
W szkole byłeś prymusem?
O nie.
Łobuzowałeś?
Też nie.
Czyli nie biłeś się z kolegami?
Nie pamiętam.
Kiedy chciałeś postawić na swoim dyskutowałeś?
Byłem dość kłótliwą osobą, bardzo impulsywną. Teraz już mniej upieram się przy swoim. Oczywiście nie odpuszczam własnych przekonań, ale nie jestem już tak zawzięty do spraw, które są mniej ważne.
Jakim jesteś zodiakiem?
Panną. A Ty?
Koziorożcem.
Korek, kiedy Ty obejrzałeś te wszystkie filmy, które wiem, że widziałeś, a jest ich całe mnóstwo?
U mnie w domu od zawsze był odtwarzacz – najpierw kaset video, potem DVD i wydarzeniem było, kiedy pojawiał się nowy film. Pamiętam, jak zasiadaliśmy, by wspólnie oglądać serię o James Bondzie, Hitchcock’a czy westerny, a nawet dołączane do gazet klasyki, które można było kolekcjonować. A później zacząłem oglądać sam. W czasie studiów pochłaniałem około trzystu, a nawet trzystu pięćdziesięciu tytułów rocznie. Są tacy, którzy widzieli więcej. Nie ukrywam, że im zazdroszczę. Niestety, teraz przy natłoku pracy, nie siadam przed ekranem tak często, jak bym chciał.
Skąd to się w Tobie wzięło?
Przyszło dość naturalnie. Już od dziecka, kiedy patrzyłem na ekran, to przedstawiony w filmie świat zdawał się do mnie mega mocno przemawiać, trafiać. Wydawało mi się, że wszystko w nim rozumiem i naturalnym jest dla mnie sposób, jak to jest skonstruowane.
Pamiętasz moment tej pierwszej fascynacji?
Oczywiście. Miałem osiem lat, kiedy do kin wszedł „Harry Potter i Kamień Filozoficzny”. Widziałem go pięć razy i każdą z projekcji wspominam jako wyjątkowe wydarzenie. Wtedy zrozumiałem, że właśnie tam, po drugiej stronie, chce się znaleźć.
To fajne.
I znamienne, bo kino, podobnie jak w tej filmowej opowieści, to magia. Do dziś pierwsza część „Harrego Pottera” głęboko tkwi w moim sercu. Nie jest topowym filmem, ale jednym z najważniejszych.
Fellini powiedział: „Istniejesz tylko w tym, co robisz.” A dla Ciebie, czym jest reżyseria?
Nie przeskoczę tego, co powiedział Fellini. Reżyseria jest całym moim światem. Teraz, kiedy mam bardzo intensywny czas, rozwijanie kolejnego swojego filmu, to jedyny moment, gdy czuję się spokojny. Nie postrzegam reżyserii jako pracy. I oczywiście wiem, ile się dziś mówi o potrzebie oddzielenia życia prywatnego od zawodowego, ale ja tego nie praktykuję.
Nie wyobrażasz sobie, żeby było inaczej?
Wydaje mi się, że ta materia wymaga poświęcenia, pasji i ogromnej miłości. Najfajniejszym jest uczucie, gdy z moim filmem kładę się spać i z nim też się budzę. Spełnienie oraz sposób komunikacji ze światem, o których mówi Fellini są największą siłą filmu. Lubię malować małe obrazki akwarelą, to mnie wycisza, ale nie są one moim środkiem ekspresji, tylko pamiętnikiem. Film jest tą jedyną formą, za pomocą której chcę się komunikować ze światem.
W jakich barwach malujesz?
Intensywnie kolorowych.

